Wszystko, co człowieka dobrego spotyka w życiu, cała jego pewność, niezależność, całe to usamowolnienie indywidualnego bytu — wynikiem jest uspołecznienia, wynikiem całego mnóstwa momentów, w których już walka została zaniechana.
XLVI
W najgrubszych sprawach bytu materjalnego i w najsubtelniejszych zagadnieniach naszej duszy jesteśmy bezpośrednio zależni od tej ilości społecznych zdobyczy, które w stanie rozproszenia wypełniają cały zakres bytu ludzkiego. I dusza ludzka, któraby się pozbyła wszystkiego, co jej daje życie społeczne, byłaby ciasną i małą duszyczką jakiegoś pierwotniaka. Gnębić i obcinać w sobie najtrudniej przez ludzkość zdobyte przymioty, jest to odrabiać wstecz pracę wieków i wracać do niższego typu, do marniejszego stanu, do psychologji zwierząt. Może człowiek nie spełniać żadnych czynów w machinie społecznej i nie wybierać i nie być wybranym, nie radzić ani nie chodzić ze sztandarem, ale nie może i nie powinien wyzbywać się świadomości wielkich idej cywilizacyjnych, nie może i nie powinien tracić z oczu dalekiego zapewne ideału harmonji stosunków ludzkich, harmonji, której najistotniejszym cementem jest miłość.
XLVII
Przypuśćmy, że współczucie przestaje istnieć w naszych duszach, a współżycie przestaje być naszą potrzebą i podstawą stosunku z ludźmi. Zrywamy wszystkie związki psychiczne z bliskiemi czy dalekiemi jednostkami czy masami, nie obchodzi nas ani nędza, ani cierpienie, ani radość i szczęście innych. Koło dusz ludzkich przechodzimy, jak koło kamieni, uderzamy w nie pięścią, obrażamy brutalnością, nie obchodzą nas prorocy, wiszący na krzyżach, ani narody cierpiące czy walczące. Znika w nas całkowicie to współczucie, ta subtelna zdolność dostrajania się do dusz ludzkich, i znikają wszystkie wynikające z niej czyny. Czyli stajemy się absolutnymi chamami, których czynów nie strzeże już dusza, jej dobrowolne poruszenie, tylko strzeże policja albo pięść i brutalność innego chama. To wszystko, co w duszach ludzkich wyrobiło się przez etykę chrześcijaństwa i buddaizmu i przez etykę rycerskości, wszystko to wyrzucamy i zostajemy z instynktami pierwotnego egoizmu i z grubemi, ciemnemi duszami, które uświadamiają sobie tylko te pobudki.
To nie ideał ani dla jednostki, ani dla ludzkości. To jest ciemnota. To wszystko, co stanowi wyższy typ człowieczeństwa, nie mogłoby istnieć ani jednego dnia wśród takiego chamstwa.
Współżycie, które jest koniecznością bytu na ziemi, bo nie możemy istnieć inaczej, jak w związkach społecznych — stałoby się, oczywista rzecz, moralnem i fizycznem pyskowaniem się. Ja rozumiem, że człowiek nie może współczuć pewnym, szczególniej z nim niezgodnym jednostkom, ale zrobić z tego zasadę życia i na prawo i na lewo potrącać ludzkie dusze i obrażać ich rany, albo choćby pewne stany — to nie jest zasada wyższego życia ludzkiego. Ta wyższa istota, która z trudem wydziera się przez brutalność naszych instynktów do światła, zginęłaby.
Aniołem trudniej być niż bydlęciem, i dlatego można nie poczuć, jak, przy pomocy teorji, człowiek, idąc za tem, co łatwiejsze, ocknie się tak strasznie nisko.
XLVIII
Człowiek musi nad sobą panować, pewne swoje właściwości i siły trzymać w karbach lub unicestwiać. Wszystkie te właściwości, wszystkie te władze ludzkiej natury, które musimy otamowywać, są władzami, oddziaływającemi na nasz społeczny stosunek do innych ludzi. Wszystko, co szkodzi innym społecznie, trzeba hamować, jak trzeba hamować to, co nam szkodzi, zabijając w nas wyższe władze duszy na rzecz niższych instynktów.