Trzeba być i w sztuce i w życiu tak jak Böcklin; najwspanialsze połączenie żywej i cudownie pobudliwej wyobraźni z doskonałą, pełną świadomości i wszechstronności, inteligencją. Cokolwiek się czyni, czynić z jasną świadomością celu tego czynu i z pasją, by ten czyn był doskonały. Cokolwiek człowiek robi, niech robi tak dobrze, jak tylko może, jak jest naprawdę zdolny. I czy to będzie obraz, czy bitwa, czy wycieczka, we wszystkiem może objawić się to, w jakim ten człowiek jest stanie.

XLIII

Wyższy typ człowieka urabia się tylko przez oderwanie serca od siebie, przez roztapianie duszy we wszechświecie i w ludzkości. Im bardziej człowiek się oddala od tych światów, tem mniej promieni dochodzi do jego duszy, tem staje się ona uboższą, suchszą, ciaśniejszą i wkońcu krzepnie w małostkowości i pospolitości.

XLIV

Japończycy — oto naród, który posiada przymioty subtelnego współczucia, wyrafinowanej delikatności, względności, uprzejmości, ciągłego dbania, żeby każdy czyn, gest, słowo, spojrzenie było uprzejme, łagodne, wiosenne, żeby człowiek robił wrażenie kwitnącego drzewa wiśniowego i wschodzącego w pogodny ranek słońca. — Oto ten naród, który nie stracił ani jednej władzy duszy, które człowieka czynią potężnym, nieustraszonym, wielkim w przejawach namiętności, bohaterskim, bezwzględnym, szalonym w czynie, w przejawach energji i w absolutnej pogardzie śmierci — nie życia, bo oni życie lubią i umieją się niem cieszyć.

Oto ten żołnierz, który stawia sobie kwiat w puszce od konserw na chwilowym biwaku, zanim po bitwie zacznie jeść, ten delikatny, uśmiechnięty, drobny człowiek jest jednocześnie tym strasznym zdobywcą Port-Artura, tym bohaterem, którego czyny są szczytem napięcia ludzkiej duszy, a którego słowa mają kamienną prostotę proroków i szczerość dziecka. Warto im się przyjrzeć, warto zrozumieć tę psychologię, i jeżeli człowiek chce siebie urabiać na wyższy typ ludzkiej istoty, warto tak właśnie swoją duszę giąć i kuć, jak kuły wieki tę duszę japońską.

XLV

Stosunki ludzkie nie mogą się opierać na walce, chociaż na wszystkie strony widzimy walkę — walkę między jednostkami, społeczeństwami, państwami lub grupami społecznemi. Ale ta walka nie jest i nie może być celem, ona jest środkiem do osiągnięcia harmonji. Walka dla walki, jako jakieś odruchowe wyzwalanie siły, nie może być ani oparciem życia, ani też jego dążeniem ostatecznem. Jest ona konieczna, gdyż jest dążeniem do równowagi sił, których stosunek, zachwiany w mrokach pierwotnego bytu ludzkości, musi się ułożyć do harmonijnego współdziałania dla osiągnięcia celów społeczeństwa.

Nie chodzi o litość, lecz o harmonję, która zapewnia swobodny rozwój każdego indywiduum. Mylne jest jednak twierdzenie, że stosunki oparte na walce, zatem na nienawiści, są prawdą, a na litości — kłamstwem. Z punkt psychologicznego nienawiść jest tak samo prawdziwa jak litość, która jest przejawem miłości. Z punktu zaś społecznego są one również prawdziwe, gdyż są czynnemi siłami społecznego związku, tylko że nienawiść jest szkodliwa a miłość pożyteczna. Naturalnie, trzeba zrobić zastrzeżenie, że i nienawiść bywa siłą dodatnią, gdy jest skierowana ku ujemnym objawom czynu. Właściwie litość może być antytezą okrucieństwa, a antytezą walki byłby raczej spokój, jeżeli walkę będziemy rozumieć nie jako nienawistne miotanie się zwierzęcych instynktów, tylko jako zamach sił duszy na przezwyciężenia bądź oporu materji, bądź zdwojeń stosunków ustroju społecznego, wogóle wszelkiego przeciwieństwa. Taka walka jest konieczna, nieunikniona, jest warunkiem życia. Ale wartość tej walki jest zależna od celów, do których ona prowadzi, i charakteru etycznego jej sposobów.

Ja całe życie jestem w niezgodzie i w walce z pewnemi zjawiskami, a w harmonji z innemi — nielicznemi zresztą. Ale walczyć można albo w imię miłości ze złem, albo w imię nienawiści z dobrem — trzeba dobrze sobie uświadamiać tę różnicę, której wartości wynikają z uspołecznienia ludzkości.