23 sierpnia
Sprawa chełmska, wybory do Dumy — dobywają z polskiego społeczeństwa na wierzch całą nędzę niewolniczych instynktów, zatęchłość duszy i tępość myśli. Na biednego biskupa Bandurskiego rzucili się ugodowcy i konserwatyści. Jego list, nieświetnie napisany, ale polski, uczciwy i odważny, przeraził tych wiecznie przestraszonych. Czy ta Polska otrząśnie kiedy z siebie te parchy?
24 sierpnia
Co za dola być związanym z takiem ścierwem śmierdzącem, jak Rosja, albo taką podłością, jak Prusy.
17 września
Studjuję kongres Eucharystyczny. Co to za potworność! Żeby Chrystus się tam znalazł, między tymi wyzłoconymi lokajami! — siedziałby „na policji”! Ach, co za dureństwa!
22 października
Żyd posłem z Warszawy — to kara za małoduszność, za wyrzeczenie się polskich zasad tolerancji. Źle; jeszcze musi przejść nad nami burza, nim siebie odnajdziemy.
18 grudnia
Niechże kto z tych parszywych dzienników dowie się, co się w Polsce dzieje! Słowo Polskie ma osobnych korespondentów w Sofji, Belgradzie, Bukareszcie, Cetynji — ale ani jednego w Warszawie, w Wilnie. Granica rosyjska rozdziela tak dokładnie strefy polskich zaborów, że zdają się one leżeć na biegunowych krańcach. A, parszywcy! O rzeczach, o których trzeba mówić prosto, jasno i poważnie, oni piszą półsłówkami, w których kryje się partyjne ujadanie.