czyniąc, jakoby zastęp skamieniały,

jakby pół-drogi las-hufiec skrzepł cały.

LXII

Przez gąszcz ścigają mię zwierzęta-ludzie....

Uciekam, po za sobą śmiechy słyszę, —

to cichną, — zbieram się w największym trudzie

biedz dalej, — ledwo chwast się gdzie kołysze,

wiatr zmilkł, — zwaliło mnie na drzew wykroty

a ja już z trwogą zasłuchany w ciszę,

łowiec pogłosów, co, chyższe niż groty,