i dla jej żalu współczucie niosące

łzę otrzeć chciały z oka, lub ubrać jej głowę,

ze żywych liści kwieciem zdobiąc włosy płowe.

Sądziłem, jakby przez swe igranie swawolne

dokoła twarzy — może były zdolne

spłoszyć smutek z jej lica — z czoła myśl posępną

aby się stała bardziej szczerą i przystępną...

I nagle wietrzyk, co zrazu spokojnie

długie, splecione chwiał gałązki krzewu

w takt szumu drzew i ptasząt miłych śpiewu: