marzyłem, przeglądając się jakby w przeźroczy,

w jej duszy czystej — — właśnie rozłożoną

książkę czytałem: — łza na odwróconą

spadła mi kartę. — Poznałem, że była

zasmucona — że boleść swą przede mną kryła.

Ona spostrzegła — zmieszała się — biała

jej twarz rumieńcem zapłonęła cała.

Przeczuła, że jej boleść stała mi się jawną —

usta zadrżały prośbą — i z bladych niedawno

poczęły mienić barwą róży i koralu. —