układaliśmy razem — zapłonąłem cały
na jej wspomnienie — odwróciłem oczy od światła,
co jasną na mnie biło strugą —
by nie spostrzegł mego
zmieszania księżyc (jakby miłość już była co złego)
i nie zgadł czemu drżałem.
Wtem nagle spostrzegłem przy ławie
na ziemi — biały przedmiot i świecący,
to była róża — jedyna zapomniana
przez nią — a tutaj leżała od rana