DANTON

Camille!... Chodź no, posłuchaj.

Camille podchodzi.

GŁOS ROBEPIERRE’A

przezwycięża długi aplauz

Poznaliście swą omyłkę, panowie. Nie sądzę, aby podstępnie wyłudzony dekret aresztowania wart był dalszej straty czasu. Skreślcie go i przejdźcie do ważniejszych spraw.

Huczne oklaski. Danton zamyka drzwi. Patrzą na siebie.

CAMILLE

po dłuższym milczeniu

Ja ci zostaję, Danton.