wciąż uśmiechnięty, z głową rozkosznie przechyloną wstecz

Swoją drogą... czas był najwyższy okazać się łaskawym, co, Danton?

DANTON

znów patrzy na zegarek; gwałtownie

Wynoście się! Już ósma! — Camille: ty — prosto do domu!

CAMILLE

George, zlituj się; nie psuj mi przyjemności! George, ja muszę być świadkiem jego upokorzenia! A wiesz, użyj sobie, Danton! Pamiętaj: buty sobie o nas chciał ocierać! Danton, odpłać mu się! Zegnij go, wiesz, tak!

DANTON

Idioto. — Ty, Bourdon, też do domu.

BOURDON