Czyli że obawia się pan trucizny.
ROBESPIERRE
zachwycony
Więc albo diabetyk, albo maniak? na wpół poważnie; troszkę ciszej Swoją drogą — to dość zrozumiałe, że w pańskich oczach... jestem człowiekiem chorym.
DANTON
czuje banderillę62, ale jej nie widzi. W każdym razie ma tego dość. Po krótkiej pauzie
Robespierre: po co mnie pan wzywał?
ROBESPIERRE
O, widzi pan: tak to lubię, opiera się wstecz, zarzuca nogę na nogę, zmienia doszczętnie ton, nawet głos Danton: manewry pańskie paraliżują rząd. Przegrał pan dawno, lecz nie śmie się pan poddać. — Otóż z pewnych względów, Danton, wolimy zachować niż... usunąć pana. Jeżeli się pan wyprze swej kontrrewolucyjnej opozycji, wystąpi energicznie przeciw niej i nastawi swą katarynkę Desmoulinsa na nową melodię — gwarantujemy panu bezpieczeństwo, a nawet — przychylność opinii. Sądzę, że pan skorzysta z tej nadspodziewanie przychylnej koniunktury.