DANTON

Robespierre, proszę bez frazesów: ja pana znam.

ROBESPIERRE

zrazu zdumiony, nagle odwraca oczy, na wpół uśmiechnięty w przestrzeń

I wonder64...

DANTON

I jeszcze nie opuści pan maski, choć widzę przez nią każdy rys?! — Oj, angielska krew... Robespierre reaguje spojrzeniem Iryjczyka65, który wie, że takich uwag prostować nie warto Robespierre: oprzeć się na pospólstwie — to ryzyko straszne. Jak pan mógł obrać ten muł za fundament?! — Buty panu liżą... póki pan stoi jak głaz. Ale niech no się pan zachwieje! Za pierwszym błyskiem niebezpieczeństwa znajdzie się pan sam; za to, gdy pan raz padnie, trzoda wróci pędem. Rozszarpie — rozniesie pana. Ubabrze się po oczy w pańskiej krwi. — To natura trzody.

Pospólstwo można zużytkować — ale nie jako podstawę! Ponadto: ujarzmia się je batem i przepychem, nie kazaniami!

ROBESPIERRE

zamyślony