Słowem — nasz program, to absurd?

DANTON

zdumiony

Spodziewam się! — Nie, Robespierre: nie bawię się w wodewile. Wiem, czemu się przed panem mogę nie żenować... Nieskazitelny!

Lud! Dusza ludu! — Pan, który na niej gra jak na organach, pan ją zna lepiej ode mnie, tę próżnię huczącą...

Ilu jest ludzi? — Dwu — trzech na tysiąc. Mniej. Reszta to materiał. — A tani! A tandetny! Aż mdło...

Miliony — miliardy tego. Spłodzone po to tylko, by ci nieliczni mieli czym tworzyć swój świat. Tego materiału nie warto oszczędzać. Na każdy czyn idą setki tysięcy, ale źródło jest niewyczerpane.

Krzywdy ludu! — Panie: gdyby wieczna harówka w najplugawszej nędzy nie była dla pospólstwa właściwym żywiołem — toż by dawno wyzdychało zamiast się mnożyć gorzej od robactwa! — Spróbuj im pan dać wolność i dobrobyt, a uduszą się, jak ryby na piasku.

intensywnie, prawie groźnie No, Robespierre: teraz mnie pan zna.

ROBESPIERRE