Wielbię cię. Przeklinam cię za to, chciałbym cię opluć i zdeptać. — Wielbię cię. Na tym olbrzymim zawszawionym świecie ty jeden, ty... herosie. — O, nie puszczę cię już. Narzuciłem ci wiedzę o sobie; przykuję cię jeszcze ciaśniej. Ściągnę cię przemocą na właściwą drogę. I będę ci służyć...

Jak nagi przed tobą stoję, ja, co kłamałem królom i ministrom... tobie, i tylko tobie dotrzymam wierności. Słyszysz? nachyla się intensywnie ku niemu Spójrzże mi w oczy, Nieskazitelny. Zgwałciłem twoją tajemnicę. Przede mną — nie masz już co kryć.

ROBESPIERRE

podnosi oczy

Danton: teraz mnie mdłości biorą.

DANTON

blednie i mruga, celnie trafiony. Nagle, z cichą pasją

Kłujesz, żmijo? Zamiast cię omotać siecią podstępu, jak zamierzałem... ja ci tu dosłownie daruję samego siebie... a ty byś może chciał mnie odtrącić... co?

Owszem: spróbuj. Spróbuj tylko. Życie moje masz w garści; skorzystaj z chwili szału. Spróbuj, a rzeczywiście osiągniesz koronę. O, bardzo prędko nawet, i bez trudu. Koronę, co ci mózg przepali... nim pod nią padniesz. ciszej Maxime... czy wiesz, co znaczy — wewnątrz — śmiertelne słowo dyktatura?...

Tyś mimo wszystko człowiekiem. Tego — nie uniesiesz.