DANTON
rzuca się za nim; stłumiony, nieopisany krzyk
Maxime!!... Robespierre rzuca mu od drzwi spojrzenie jak policzek i znika. Zataczając się, Danton wspiera się o stół. Ma oczy błędne w twarzy szarej; zmartwiałe mięśnie obwisły pod tłuszczem, szczęka drży. Dyszy. — Delacroix wchodzi cicho z uśmiechem zabójczym. — Danton — opanowany momentalnie, raźno No cóż, słyszeliście?
DELACROIX
swoim zwyczajem zastępuje u drzwi kariatydę
A — jakże, przyjacielu!
DANTON
Ostrożny bestia, co? — No, teraz będzie się przynajmniej ze mną liczyć. Trzymam go. — Gdzie Camille?
DELACROIX
Uciekł właśnie — klnąc i złorzecząc.