Oczywiście, ale...

CAMILLE

prostuje się nagle

Ach, przecież pochlebstwa Dantona mogły być formą sarkazmu!... Naturalnie! — O cóż ze mnie za osioł! No, teraz wszystko rozumiem: Danton dał mu tak dotkliwie odczuć jego niższość, że rozsierdzony fanfaron odepchnął zgodę — mimo iż w niej odtrącał ostatnią deskę ratunku!

zrywa się i znów krąży, zacierając ręce

LUCILE

Jesteś tego pewien? — Więc jednak słyszałeś?...

CAMILLE

Nie wszystko, ale to przecie zupełnie jasne. — No, tym lepiej. Zwrócimy mu dług poniżenia... z lichwiarskim czynszem! Od trzech miesięcy wzdycham do tej chwili!

LUCILE