klasnął palcami, lecz zresztą ukrywa swe zażenowanie

Camille, nie nudź.

CAMILLE

coraz żarliwiej

Ja cię nie nudzę. Wprawiam cię w zakłopotanie diabelne. Wyprowadzam cię z równowagi. — Czyżbyś mi śmiał odmówić tej niewinnej satysfakcji — za pewne słowa... za pewne spojrzenia... po których dotąd noszę szkarłatne pręgi na twarzy?...

ROBESPIERRE

Mnie trzeba być towarzyszem, chłopcze. Z przyjaciółmi wedle sonetów Shakespeare’a nie mam co począć; a niewolników — traktuję jako takich.

CAMILLE

Będę ci towarzyszem. Będę ci wszystkim, czym zechcesz. Przefasonuję własną naturę od stóp do głów wedle twego życzenia... na dowód „wzajemnej niezależności”, której żądasz. wraca na swoje miejsce Cóż mam teraz zrobić?

ROBESPIERRE