Nie znam cię. Nigdy cię nie znałem. Nie rozumiem waszej przeklętej polityki. — Widziałem w tobie olbrzyma... Ty łotrze nędzny... ubóstwiałem cię...
Opiera ramię o szybę, opuszcza na nie głowę.
ROBESPIERRE
ujmuje go za ramiona, wspiera się prawie na nim
Camille... Camille, dziecko moje... Camille — miej litość... nade mną...
Camille otrząsa się brutalnie. Robespierre opiera się o futrynę.
CAMILLE
głosem tak twardym i suchym, że aż kruchym
Dość tego, Robespierre. Nie poniżaj się bezcelowo. Przegrałeś. odwraca głowę, patrzy na niego Tchórzu... podły — kłamliwy — tchó-rzu... krzyk, który tłumi, wciskając twarz w zagięcie łokcia Aaaaoou!!!
Wybucha ponownie łkaniem. Pauza.