ROBESPIERRE
nieswoim głosem, jak w transie
Przyszedłem — w ostatniej — chwili. — Jeśli... nie usłuchasz, jesteś stracony. serce zaczyna mu bić tak gwałtownie, że się lekko chwieje i tchu złapać nie może. Wobec niesamowitej zmiany głosu Camille obrócił się zdumiony. Zaczyna przeczuwać prawdę; nareszcie cichnie zupełnie. Robespierre kontynuuje jak pod hipnozą Nie powiedziałem... budzi go przeszywające spojrzenie Camille’a. Cofa się szalonym wysiłkiem, który mu łamie głos ani słowa za wiele.
Opiera się ciężko o futrynę. Mruga jak oślepiony.
CAMILLE
uspokojony odwraca się z powrotem. Pogardliwie
Ach, no tak.
ROBESPIERRE
dźwiga się, cicho
Camille, przysięgam, że mówiłem prawdę.