CAMILLE

tłumi bez trudu ostatnie drgnienie przeczucia

Nie wstrzymuję pana, Robespierre. Robespierre odrywa się od futryny. Idzie ku przodowi po swoje rzeczy Brama może być zamknięta; zaraz przyślę panu klucz. kłania się oschle Żegnam.

ROBESPIERRE

pełnym głosem

Bądź zdrów. Camille wychodzi; Robespierre opada na kanapę i odpoczywa, patrząc tępo w przestrzeń. Wstaje na wejście Lucile Może mi pani zechce dać klucz. Zostawię u stróża.

LUCILE

Maxime... Robespierre... na Boga, co się stało?!... A ja panu tak bezwzględnie zaufałam!...

ROBESPIERRE

Nie ręczyłem za powodzenie.