DELACROIX

Godzinę temu. znów przerwa. Silnie zniecierpliwiony No więc?!

DANTON

bezwładnie potrząsa opadłą głową

Nie.

Wstaje. Z rękami w kieszeniach płaszcza staje u okna.

DELACROIX

No, to bądź zdrów, braciszku. — Straciłem przez ciebie całą noc... a to może już wiele znaczyć. Teraz muszę czekać do piątej rano: zauważono by mnie u rogatek, od drzwi Niechaj ci ziemia lekką będzie, Georges.

Wychodzi. Danton zdaje się go nie słyszeć. Po chwili zapada się znów na krzesło. Rozsypuje, rozpływa się na wszystkie strony. Kapelusz mu ciąży: ściąga go bezwładnie i rzuca na podłogę. Aż spostrzega swój stan i dźwiga się ciężko.

DANTON