Danton: nie rozklej mi się, przyjacielu! ściąga płaszcz i rzuca na poręcz krzesła. Zmęczony tym wysiłkiem siada na brzegu szezlonga. Przeciera czoło; podchodzi do szafki, otwiera ją, nalewa sobie duży kieliszek i pije chciwie, jak gorączkujący. — Wpada bez pukania oszalały Desmoulins, w rozpiętym płaszczu, bez kapelusza. Danton obejrzał się z kieliszkiem w ręku No? A ty czego chcesz?
CAMILLE
Rozmówić się z tobą, bestio przeklęta ty!
DANTON
dopija resztę i odstawia
Hej, ho! Z temperamentem zaczynamy. Będę ci wdzięczny, jeśli mnie trochę rozerwiesz. siada Proszę: produkuj się. Camille oparł się o stół i wpatruje się w niego bez słowa No?... Zapomniałeś, co dalej?
CAMILLE
powoli
I ja w ciebie... w ciebie wierzyłem?!... Ależ ty jesteś wprost ohydny, Danton...