wzrusza ramionami

Cóż — nienasycona zawiść Robespierre’a dopięła swego. Byłem znudzony do obrzydzenia tym wiecznym paskudzeniem się sprawami motłochu; polegałem na swych olbrzymich zasługach — no i stało się. Wykradł mi popularność. — A wobec bezbronnych nawet Robespierre bywa odważny; w najbliższych dniach da znak — i Konwencja, starannie wytresowana, rzuci mnie Trybunałowi na pożarcie.

LOUISE

Wiesz o tym... i leziesz prosto w ogień!... Ależ uciekaj, człowieku!...

DANTON

Nie, kochanie. Życie na takim świecie, jak ten — niewarte kiwnięcia palcem. Niechże ten adwokacina ma raz prawdziwą satysfakcję: niechże mu się zdaje, że potrafił Dantona powalić! — Wnet gorzko, oj gorzko, odpokutuje swoje ambicyjki...

szczerzy zęby, zapatrzony v przyszłość

LOUISE

zamyślona

Ciekawe... od samego początku przypuszczałam, że cię Robespierre prędzej czy później pokona.