CAMILLE

Czy pan wie, że dziś jedenastego germinala93?! — Czy pan wie, jak to jest, gdy się na taki dzień... patrzy przez kratę?!

PHILIPPEAUX

Wiem, bo sam patrzę co chwila. — Jeśli się taka scena powtórzy, to zażądam osobnej celi.

CAMILLE

oszalały

Nie!!... Błagam was, Philippeaux... nie opuszczajcie mnie! Ja bym chyba oszalał w samotności... nie odwracajcie się ode mnie... przynajmniej wy jeden! nowy wybuch płaczu Odepchnął mnie... i przeszedł. Skreślił mnie. — I nie dowie się nawet, że we mnie każdy nerw ku niemu woła! Jezu!! Philippeaux wyciąga rękę po dzwonek. Camille chwyta za nią O niech mi pan daruje... nie wiem już, co się ze mną dzieje... dławi się Straciłem go... teraz już — na wieki. — Zlituj się pan... i pomóż mi, bo zginę!!!

rzuca się na łóżko

PHILIPPEAUX

Umrze pan za pięć dni, Desmoulins. Camille drętwieje. Płacz ustaje jak wyłączone radio Radzę panu wiedzieć o tym i nie dawać nadziei dostępu. Gdy śmierć jest rzeczą absolutnie pewną — wtedy przestaje się cierpieć.