Tymczasem Eléonore, nie urażona wcale, kompetentnie i cicho doprowadza do porządku chaos ubrań, ręczników, papierów i powyciąganych szuflad w pokoju — słowem usuwa niedwuznaczne ślady pobytu w nim człowieka, co wpadł do domu na dwadzieścia minut, wściekły, na wpół przytomny wskutek migreny i bezsenności — by się przebrać i przygotować na dalszych siedem godzin parlamentarnych zapasów.
Podczas tego zajęcia Eléonore musnęła go półuśmiechem ściągłym a kpiącym — przypadkowo musiał go dostrzec lub odczuć. Dość, że nareszcie zwraca głowę o mały kąt w jej kierunku. Nie widzi jej wyraźnie, bo zogniskowanie źrenic sprawia mu zbyt wiele trudu.
ROBESPIERRE
zwykłym głosem
Léo.
ELÉONORE
zawraca swobodnie
Słucham?
ROBESPIERRE
wyciąga do niej jedną rękę; drugą zostawia u skroni