PHILIPPEAUX

Nie. — Danton, czy pan wie, że gdyby pan nie prowokował sądu — najzupełniej bezcelowo zresztą — umożliwiłby pan ratunek dziewięciu ludziom? — Przeszło połowie towarzyszy?

DANTON

To mi się podoba! — Dziewięciu przeciętnych bałwanów! Jedna godzina mojego życia warta więcej niż suma ich dziewięciu pustych egzystencji! — I dla nich ja miałbym...

CAMILLE

krzyczy przez sen

Poczekaj!... To nie ten klucz — poczekaj! Nie odchodź!! Ooo, poczekaj!!!

Świeca dogorywa i gaśnie.

DANTON

nachyla się ku Philippeaux. Tonem nagle wstrząsająco prawdziwym — cicho, namiętnie