Dziewięciu ludzi... Panie: ja bym wywrócił Francję dnem do góry — ja bym poświęcił synów — nawet żonę — byle zatruć Robespierre’owi życie. Niech zginę: dobrze. — Ale on — on morderca — on musi mi za to zapłacić.

Bezcelowo — co?! — Panie, mój głos w Trybunale wyznacza przyszłość tej rudej małpy iryjskiej. W oczach motłochu, któremu myśli dyktuję, już widzę, jak wschodzi moja zemsta. wybucha cichym śmiechem A dorwał się, bestia, władzy nareszcie, oj, dorwał! — Ja się natomiast postaram, by mu pod nią słodko było i wesoło!

CAMILLE

zawodzi

Dobrze... na wszystko... na wszyst-ko, tylko mi przebacz!!

DANTON

zaciekle

Ja... ja, Danton... ja bym się miał dać zamordować bezkarnie, jak pierwszy lepszy głupi rekrut ze wsi... ja miałbym pozwolić, by w spokoju korzystano z plonu tej zbrodni... wszystko tylko dla jakichś dziewięciu matołków?! — Gdybym tak postąpił, byłbym doprawdy wart tyle co oni.

PHILIPPEAUX

W czymże by panu jednak przeszkadzał ratunek tego chłopca — którego pan bez wszelkiego powodu do samobójstwa zmusił?...