ROBESPIERRE

No wiesz...

ELÉONORE

delikatnie wzrusza ramionami

Trudno, najdroższy: byłam szczęśliwa dzięki twemu cierpieniu. Tyś się skręcał w szponach malarii — za to ja miałam cię przez całe godziny, ba — przez dni i noce. Choroba nie szpeci cię nawet: z tym wyrazem tragicznej bierności było ci niezmiernie do twarzy. Siedziałam i uczyłam się twych rysów na pamięć. Nie pielęgnowałam cię: nie jestem żoną. Ładnie byś zresztą na tym wyszedł! W rękach mojej matki byłeś bezpieczny.

ROBESPIERRE

przypatruje się jej zamyślony

Gdybym tylko mógł uwierzyć w ten twój metaliczny egoizm, lwico...

ELÉONORE

Przyjacielu: miłość to nie miłosierdzie.