ROBESPIERRE

Starałem się odzyskać równowagę po tym złowrogim przebłysku przyszłości. Powtarzałem sobie, że choć katastrofa wydaje się nieunikniona, muszę jej zapobiec. Że po to — jak ty mówisz — jestem na świecie. Naraz — jakby się kto za mną odezwał — jedno proste pytanie: czy to, co się nam, wodzom rewolucji, wydaje klęską, nie byłoby dla ludzi w rzeczywistości... wybawieniem?...

Saint-Just podnosi się z wolna

A to pytanie, na które odpowiedzi nie ma...

pauza. Zaczerpnął oddechu

Od tego się zaczęło... potem cios za ciosem. Sądziłem chwilami, że to początek obłędu... czego się uczepiłem, każda myśl, każdy fakt rozsypywał mi się w palcach. Nic nie zostało... każdy punkt w programie rewolucji, każdy postulat Praw Człowieka — leży przede mną, przekreślony znakiem zapytania.

Tonę.

SAINT-JUST

po długiej chwili, twardym tonem

Jakim prawem mówisz o tym mnie? Czyś zapomniał, że przeze mnie możesz zarazić setki tysięcy?