spokojnie

Nie, przyjacielu. Co innego warunki normalne, co innego kryzys. Ale to już zwykły chorobliwy skrupuł. przesuwając się o krok, staje tuż za przyjacielem. Kładzie mu ręce na barki; w miarę jak mówi, nachyla się i przybliża coraz ciaśniej; wreszcie obejmuje go jednym ramieniem i prawie przyciska się do niego, bokiem Do kata, człowieku, dźwignijże się! Dla tych milionów ludzi bezradnych i bezbronnych — ty jeden!! Wobec tego zadania, Robespierre — abstrakcje, które cię o szał przyprawiają — są dziecinne!

Tak jest — na ślepo! Na ślepo, skoro nie można inaczej — byle naprzód, Robespierre! Byle nie zastój, bo zastój to rozkład!

Jeśli nasz program błędny — to go zmienimy. Do korzeni. — Demokracja czy jedynowładztwo? — Maxime, przecie to w gruncie rzeczy — drobnostka! Choćby się grunt doktryny pod tobą załamał, nędza ludu jest faktem! Ludowi wszystko jedno, na podstawie jakich teorii wywalczysz mu prawo do człowieczeństwa. Albo jaki będzie ustrój państwa, jeśli tylko wszyscy będą w nim nareszcie mogli żyć po ludzku! Nie ma się co przejmować atakami zwątpienia, pókiśmy nie zaspokoili niewątpliwych potrzeb ludu.

ROBESPIERRE

w ciasnym uścisku, z wolna obraca głowę ku głowie przyjaciela

Co to jest lud, Saint-Just?

SAINT-JUST

opuszcza go, prostuje się

Cóż to znowu za pytanie? — Lud to osiemdziesiąt pięć procent ludzkości, ciemiężone i wyzyskiwane dla bezpłodnych celów egoizmu. To ci, którzy się wskutek nędzy i pracy zbyt ciężkiej na ludzi rozwinąć nie mogą.