Podtrzymywana jego ramieniem, zstępowała w dół pod witraż wcedzający w kaplicę bladoniebieskie jaśnie. Trzymając się za ręce jak para dzieci, siadywali w stallach wysokich, strzelistych, z ciemnego mahoniu. A gdy już nasycili swe oczy wzajemnym widokiem i dusze ich zwarły się ponownie w mistycznym uścisku, Weronika, podszedłszy do smukłego, w czarne asfodele46 rzeźbionego leggio47, otwierała starą, pożółkłą księgę. W ciszy kaplicznego ustronia szeleściły karty foliału przerzucane ręką wąską, przeduchowioną, niemal przezroczystą. Po chwili rozbrzmiewał jej głos słodki i melodyjny: Weronika czytała. Średniowieczne traktaty mistyczne, pełne głębi i naiwności dziecięcej — fragmenty dysput teozoficznych wnikliwe, subtelne, wyrafinowane — żywoty świętych przedziwne. Płynęły wyrazy proste a syte treścią jak jagody wina w porę jesieni, symbole tęczujące opalem w ust kraśnych wydźwięku, słów rzadkich przeczyste lilie...
Modlitwy ascetów, psalmy pokutne jawnogrzesznic, antyfony ponurych samotnic... Z dzikich ustroni, z surowych pieczar stuleci przebrzmiałych wionęły powrotnym echem litanie dusz umęczonych, melodie samodręczycieli, łkania smaganych biczowników... Ściekała krew od razów dobrowolnej męki, otwierały się rany-stygmaty, pęczniała posoka w sine znaki gwoździ. A na tę krew, na czerwoną, purpurową jak zgorzel pożaru krew, sączyły się oliwą ukojenia chryzmaty zaziemskich obietnic...
Z czasem, nieznacznie, nieuchwytnie zmieniły się barwy i tony. Na chwiejnej rubieży szałów krwi i ducha wydźwignęły się kielichy nowych, dziwnych kwiatów. Usta Weroniki dumne i kuszące wygłosiły dnia jednego glosę św. Teresy48:
Przed życiem czuję — nie przed śmiercią trwogę,
Bo takie światy widzę tam, przed sobą,
Że mi ten ziemski grobową żałobą
I tym umieram — że umrzeć nie mogę...
Mistyczny żar poezji seraficznej panny rozkochanej w ciele Ukrzyżowanego i jej miłosna ekstaza idąca w zawody z miłością Marii z Magdali zabarwiły policzki deklamującej mniszki bladoróżową jutrznią. Weronika przeżywała całą sobą serdeczną mękę Świętej...
Żądam bez miary — miłuję bez granic —
Miłość i żądza nie zdały się na nic —