Aż pojaśniało księżom w oczach od przepychu ozdób i artyzmu ornamentów.
— Piękny wybór — szepnął z uznaniem ksiądz Dezydery.
— Może by zaraz spróbować, księże prałacie? — kusił usłużny gospodarz. — O, ten zielony, świąteczny, obszyty złotym galonem z brokatu, co? Zaraz pomogę ubrać.
I nie czekając odpowiedzi, już wkładał księdzu przez głowę kosztowny, kapiący od złota ornat.
— Cudownie! Leży jak ulany! — zachwycał się, odstąpiwszy parę kroków i obserwując z daleka. — Proszę przekonać się w lustrze! O tu, w kąciku, na tej ścianie.
Ponure oblicze prałata promieniało zadowoleniem; ornat rzeczywiście przypadł mu bardzo do gustu.
— Kusicielu — mówił z uśmiechem, wyrównując fałdy. — Kusicielu...
Kuternóżka już był przy drugiej pace i rozkładał przed gośćmi bieliznę kościelną. Ręce jego delikatne, niemal kobiece, z lubością ujmowały palki75 z lnianego płótna obszyte koronką, korporały76 haftowane, puryfikaterze77, ręczniki i humerały78. W palcach jego długich a wąskich, pokrytych pierścieniami ze szmaragdu i onyksu, przesuwały się z cichym szelestem rażące oko bielą alby, tchnące specyficzną wonią świeżego płótna obrusy na ołtarze, komże batystowe, komeżki, pasy morowe czarne, manszety, kołnierzyki, koloratki, szarfy i kaszmirowe birety.
— A w tym zasieku — objaśniał, przechodząc do sąsiedniej skrzyni — mamy umbracula79 przed monstrancje w ramach złoconych lub politurowanych wedle żądania, antypedia haftowane w kwiaty lub liście winogradu i baldachimy z jedwabnego adamaszku z frędzlami. Ponadto sprzedajemy na metry po możliwie niskich i przystępnych cenach aksamit jedwabny i wytłaczany, brokat w desenie kwiatowe, adamaszek wełniany i bordeaux lub zielony plusz...
Prałat zatkał uszy przed potokiem wymowy Pawełka.