Tak w noc majową, pijaną od woni czeremch i bzów noc, szła na miejsce wiecznego spoczynku siostra Weronika. A niosły ją siostry-powiernice, czyste dziewy i panny zakonne, z Chrystusem poślubnie złączone...

Minęły aleję klonów, okrążyły jezioro i weszły na przylądek. Rozchybotane na wietrze płomyki gromnic dwoiły się w jeziorzanej toni i drugi orszak wyłaniał się z głębi.

Gdy przestępowały próg kaplicy, wnętrze rozbłysło wzmożoną siłą świateł i odezwały się organy. W ciszy nocnej popłynęła po falach jeziora przesłodka melodia Ave Maria Gounoda.

Orszak mniszek rozdzielił się, przepuszczając środkiem mary. Na tle ołtarza umajonego w lilie i konwalie zaczerniał w powodzi świec katafalk. Siostry zdjęły z ramion nosze ze zwłokami i podłożywszy ręce pod ciało, ostrożnie jak dziecię złożyły je w trumnie. Przy dźwiękach nieustającej muzyki organów pochyliła się nad umarłą przeorysza i lekko dotknęła ustami jej czoła. Potem przybliżały się ku marom po kolei inne i każda żegnała siostrę pocałunkiem rozstania. A gdy już wszystkie oddały jej ostatnią pieszczotę, utworzyły ponownie wydłużoną linię orszaku i cicho odeszły ku klasztorowi...

Umilkły organy i zgłuchła pieśń — tylko światła przy burach pełgotały równym, spokojnym płomieniem. W cmentarnej ciszy, w okolu kwiatów i wieńców, w osamotnieniu śmierci bezwzględnym pozostała siostra Weronika; z uśmiechem na ustach, z pogodą na białym, marmurowym czole spała słodko na śnieżnej pościeli...

Jak wryty stał Pawełek pod klonowym drzewem, śledząc przesuwające się przed oczyma podobne wizjom snu obrazy. Lecz gdy zgasły ostatnie akordy muzyki i cisza śmierci zaległa ogród, pchnięty nieprzezwyciężonym pragnieniem zaczął skradać się ku kaplicy. Musiał ją zobaczyć raz jeszcze jeden, musiał nasycić oczy po raz ostatni przebolesnym widokiem, zanim... będzie za późno...

Stanął w drzwiach kaplicy, zapuszczając w głąb chciwe, chore tęsknotą spojrzenie. Odpowiedziała mu uśmiechem — tym samym dziwnym, zagadkowym uśmiechem, co wtedy... Ten uśmiech, ten jej uśmiech...

— Ty cudna, przeczysta! Liliowa dziewico moja!... Ha, ha, ha! Ha, ha, ha! Co za śmieszna kombinacja! Siostra Weronika i ja! Siostra Weronika i Pawełek Kuternóżka!...

Zdjęła go szaleńcza wesołość, a potem ból, obłąkany ból i tęsknota. Słaniając się na nogach, przystąpił do wezgłowia. Usta jego spragnione, gorączką tętniące, wpiły się w jej chłodne, koralowe wargi i chłonęły straszliwą rozkosz. Nagle płomień przeszedł po nim. Zbrodnicza, świętokradcza żądza wypełzła z głębin najskrytszych jestestwa i szeptem krwi domagała się ukojenia...

Położył rękę na jej pierś krągłą, dziewiczą i drżącymi od namiętności palcami zaczął zdzierać z niej welon i zakonną szatę. Wtem uczuł na ramieniu czyjąś rękę. Odwrócił się i ujrzał spokojną, lecz stanowczą twarz księdza Alojzego.