W dwa dni potem otrzymał bilecik pełen wymówek i dąsów.

„Poczekaj jeszcze trochę! — pomyślał po przeczytaniu. — Odrobina cierpliwości nie zaszkodzi”.

I zamiast w środę poszedł na Lipową w piątek, wybierając jeden z dni, w którym rzekomo przyjmowała gości oficjalnie.

Musiał dzwonić parę razy, zanim mu otworzono. W ogóle miało się wrażenie, że tego popołudnia goście nie byli tu mile widziani i że tylko dla niego zrobiono wyjątek. Byłby przysiągł na to, że przed wpuszczeniem go do wnętrza był obserwowany przez czyjeś oko, które wyglądało przez oszklony wyzior umieszczony w drzwiach nad skrzynką na listy. Zdawało mu się też, że słyszał stłumione szepty w korytarzu.

Gdy wszedł do wnętrza, ze zdziwieniem spotkał się w progu z Amelią. Sama pani raczyła mu otworzyć; był to fakt w tym comme il faut116 domu niezwykły. Pomian nie omieszkał wyrazić swego zdumienia.

— Justynka dziś chora, musiałam ją wyręczyć — tłumaczyła jakby trochę zmieszana, zamykając za nim drzwi na klucz.

„Kłamie” — pomyślał, zdejmując zarzutkę.

Gdy Amelia, wyprzedziwszy go o parę kroków, przeprowadzała gościa do salonu, Pomian ujrzał w zwierciadle na lewej ścianie przedpokoju przez uchylone drzwi od kuchni Justynkę. Stała w bieliźnie, bosa, z rozpuszczonymi włosami i wypiekami na twarzy zmienionej od rozkoszy czy bólu. Koszula do spinania na boku obsunęła jej się z ramienia i odsłoniła pierś dziewczyny, jędrną i soczystą jak jagoda. Pierś ta była skrwawiona; parę rubinowych kropel, wywołanych jakby przez ukłucie igłą lub szpilką, wykwitło w okolicy sutki prawej. Justynka, zajęta oglądaniem miejsca zranionego, nie spostrzegła, że jest obserwowana.

Pomian udał, że niczego nie zauważył, i w milczeniu wszedł za Amelią do pokoju bawialnego. Rozmowa zrazu jakoś nie kleiła się. Czuł, że przyszedł tu nie w porę i że w czymś przeszkodził. Amelia wyglądała na zażenowaną i unikała jego spojrzeń. Dopiero po podwieczorku, który podała własnoręcznie, nastrój trochę poprawił się; naprężenie sytuacji złagodniało i pani, odzyskawszy swobodę ruchów, wszczęła ożywioną rozmowę na temat bieżącej literatury.

Amelia zdradzała duże oczytanie, ale było ono nader jednostronne. W sztuce zajmowało ją tylko ciało i płeć: zagadnienia seksualne, zwłaszcza objawy miłości anormalnej i przewrotnej, pochłaniały wyłącznie jej wyobraźnię; dla subtelniejszych i wyższych fenomenów życia zdawała się nie mieć zmysłu.