Starzec łypnął obleśnie oczyma i rzekł stłumionym głosem:

— Niech no się jasny pan z krzesła nie zrywa, bo i po co? Ot, zwyczajny żart i tyle. Ja tak ino11 z wielkiej przyjaźni. Dalipan, bardzom polubił. Mamy i tak czasu sporo.

I jakby dla uspokojenia go, cofnął się i oparł plecyma o ścianę.

Inżynier ochłonął. Z umysłu chcąc zwrócić rozmowę na inne, wprost przeciwne tory, zapytał zuchwale:

— Gdzie wasza dziewka? Czemu się ukrywa za drzwiami? Ot, zamiast tych głupich żartów, przyślijcie mi ją tutaj na noc. Zapłacę nieźle.

Gospodarz zdawał się nie rozumieć.

— Wybaczy jasny pan, ale ja nie mam żadnej dziewki, a tam za drzwiami nie ma teraz nikogo.

Ożarski, dobrze juz podpity, wpadł w wściekłość.

— Co ty, stary buhaju, będziesz mi tu plótł brednie w żywe oczy? Gdzie jest dziewka, którą miałem przed chwilą tu, na kolanach? Zawołaj Makrynę, a sam precz.

Olbrzym nie zmienił spokojnej pozycji pod ścianą, lecz filuternie uśmiechnięty przypatrywał się ciekawie rozgniewanemu mężczyźnie: