Równocześnie nie spuszczała z oka tego, co się działo w sąsiednich partiach folwarku. Opodal przy korytku karmiły dziewki służebne stadko wieprzaków i świń. Ucho siostry z przyjemnością wsłuchiwało się w idące stamtąd szmery i dźwięki: Maria Augustyna lubiła te pochrząkiwania, pomruki, pomlaskiwania, te chrumkające objawy zadowolenia tuczącej się rzeszy.

— A nie szczędź im strawy, Kasina — odezwała się do dorodnej, czarnowłosej dziewuchy stojącej przy jednym z koryt. — Dolej im jeszcze trochę tej „zawłoki” z grysu i pokrzywy, niech sobie pojedzą do syta poczciwe warchlaki.

Jakby rozumiejąc, że o nich mowa, podniosło parę bialutkich jak śnieg świnek ciekawe, różowe ryjki od koryta i wyciągnęło je przyjaźnie w stronę troskliwej o ich dobro i błogostan pani. Lecz Maria Augustyna nie widziała już tych dowodów wdzięczności, gdyż uwagę jej zwróciło na siebie przybycie wikarii z siostrą Bernardą. Z daleka już ujrzawszy nadchodzące, wyrzuciła z przetaku ostatnią przygarść karmy i pełna uśmiechów w siwych, znużonych już wiekiem oczach pospieszyła im na spotkanie:

— Co za goście! Co za mili goście! — wołała, obejmując obie ciepłym, macierzyńskim spojrzeniem. — Venite, appropinquate, ancillae Domini39! — zapraszała gościnnie do wnętrza folwarku. — Właśnie skończyłam karmienie drobiu i zabieram się do przeprowadzenia rachunków i przydziału prowiantów dla klasztoru. Jak się ma dzisiaj matka Beata?

— Nasza święta chora czuje się lepiej. Byłam dziś u niej rano przed jutrznią. Lecz wciąż jeszcze nie może wstawać; jest zbyt osłabiona. Kazała was serdecznie pozdrowić, siostro — objaśniała Bernarda.

Weszły w sień na lewym skrzydle budynku folwarcznego.

— Zanim zaglądniemy do mojej „kancelarii”, może zechcecie obejrzeć sernicę? — zaproponowała siostra prokurzystka.

— Owszem, rade byśmy bardzo przypatrzyć się waszej robocie, siostro; sery z folwarku są niezrównane — odparła z uznaniem Agnieszka, wiedząc, że Maria Augustyna dumna była na40 wytwory swego folwarku i nader czuła na pochwały.

— Musicie znać, siostro, jakieś specjalne arkana wyciskania twarogu — sekundowała jej dzielnie Bernarda. — Podobno i poza granicami klasztoru ludzie się go nachwalić nie mogą.

Maria Augustyna promieniała z zadowolenia.