Mniszki weszły do obszernej, starannie wybielonej izby. Na środku stał stół zarzucony arkuszami rejestrów i ćwiartkami papieru zapełnionymi kolumnami liczb i cyfr. Nad tym „biurkiem”, na ścianie wisiał czarny krucyfiks, a nad nim obraz św. Alojzego. Parę krzeseł i duża ława pod oknem uzupełniały urządzenie wnętrza.

Na ławie siedział stary rybak, Kaszub, który spostrzegłszy wchodzące, podniósł się, składając głęboki ukłon.

— Przyszliście nas odwiedzić znów, panie Antoni — powitała go siostra prokurzystka. — A z pełnym?

I spojrzała z uśmiechem na pojemną, wyplataną z prętów wikliny „karznię”, z której wnętrza szedł na izbę mocny, rybi obrzask.

— Ninia41! Z pomocą Pana Jezusa, z pełnom.

I odkrył z dumą płachtę przykrywającą zawartość kosza. Mniszka okiem znawczyni objęła towar.

— Piękny połów, panie Antoni, bardzo piękny.

Z wnętrza karzni błysnęło łuskami podbrzuszy parę łososi, jesiotrów i węgorzy.

— Antoni Pioch, nasz stary przyjaciel i dostawca klasztorny — przedstawiła rybaka siostrom Maria Augustyna.

— Kiedy spodziewacie się ciągu śledzi, ojcze? — zagadnęła go przyjaźnie Agnieszka.