Ponad tą rzeźbą, między szarfami ornamentu uwitymi z morszczyn ramienicy i webła widniały słowa napisu:
Profundis exii — in profunda redibo — cum claustrum peccata expiaverit142.
— Skąd wziął się u nas ten dzwon? — zapylała Agnieszka po przeczytaniu dewizy. — Jakie „głębiny” ma na myśli napis?
— Oczywiście głębiny morza.
— Czy go stamtąd wyłowiono?
— Nie; sam do nas stamtąd przyszedł. Wszak napis wyraźnie mówi: „Profundis exii”. Tak też było w rzeczywistości. Historia Mnicha Morskiego niedługa, choć dziwna. Wiek dzwonu stosunkowo młody, bo liczy on zaledwie 200 lat.
— To jest tyle mniej więcej, co nasze opactwo.
— Właśnie tyle. Bo narodziny tego dzwonu łączą się ściśle z powstaniem naszego klasztoru. W tę samą noc przed dwoma wiekami, w którą morze wydźwignęło ze swego łona zrąb skalny naszego przyszłego monasteru, wyrzuciło też z niezbadanych swych głębin na skały przylądka olbrzymią, czteroramienną kotwicę. Na rozkaz pierwszej ksieni zakonu, matki Gertrudy Łęczyckiej przetopiono ten dar morza na dzwon i zawieszono go na wieży obok trzech innych.
— To by po części tylko tłumaczyło początek napisu; lecz skąd nazwa i postać mnicha? Co dzwon może mieć z nim wspólnego?
— Mówią, że matka Łęczycka, każąc wyryć ten napis na jego ścianie, działała pod wpływem jakiegoś snu czy wizji w wigilię przybycia na miejsce dzisiejszego klasztoru. Podobno ujrzała na odległość obraz szalejącej burzy, a na jego tle postać potwornego mnicha wyrzucającego z odmętów na brzeg czworogranną kotwicę.