— Z drugiej połowy napisu — rzekła po chwili milczenia zamyślona siostra Agnes — należałoby wnosić, że ksieni wtajemniczona była też w dzieje tragicznego zdarzenia, które rozegrało się przed wiekami na tym samym miejscu w klasztorze sióstr eremitek, naszych poprzedniczek.
Siostra Placyda opuściła nagle głowę ku piersi.
— Zapewne — odpowiedziała, z widoczną niechęcią poruszając ten temat — słyszała i o tym.
— Może nawet widziała w tej wizji wskazówkę co do jednego z zadań, jakie czekały młody, na ruinach dawnego powstający klasztor?
— Wszystko to bardzo możliwe, siostro. Ale dość już tej świeckiej gawędy! Zwróćmy się teraz ku Bogu i pracujmy dla pomnożenia Jego chwały. Godzina już czwarta i czas dzwonić na nieszpory.
Zeszły z powrotem na platformę. Wikaria usunęła się we wnękę ściany, gdy wieżniczka chwyciła za sznur spływający z korony Gabriela. Po chwili rozległ się głos ukochanego dzwonu. Zrazu wezwanie krótkie, urwane jak ocknienie z powszedniości — potem nawoływanie powtórne, dobitniejsze już, przeciągłe, niby powolne wchodzenie w nastrój nieszporowy — za tym odzew trzeci, pełniejszy, na dwóch głosach zbudowany: pieśń Gabriela wzmocniona braterskim współdźwiękiem Michała...
Rozkołysane ręką mistrzyni spiżowe serca zagrały preludium nieszporowe. W tonach czystych, nieskażonych, jak łza drgały melodie psalmów, rozbłyskiwały i gasły glorie różańców, lśniły gemmy i szafiry antyfon. W powietrzu rzeźwym od powiewów morki płynęły długie procesje litanii, składały się do aktu wiary niewidzialne ręce, chyliły gestem rozmodlenia widmowe postacie...
Wtulona w niszę siostra Agnieszka nie odrywała oczu od twarzy dzwonniczki. Pokorna, szara mniszka urosła nagle w jej oczach do rozmiarów tytanicznych, zgarbiona, zawiędła przed chwilą zakonnica wyprostowała się, zwysmuklała jak grecka kolumna; jej smutne, zamyślone oczy rzucały ognie entuzjazmu, pierś wzdęła się falą uczucia pod zakonną szatą. Piękna była siostra Placyda w tej chwili. Natchniona, z oczyma wzniesionymi ku dzwonom, zasłuchana w melodie modlitwy, zda się, zapomniała o świecie i jego sprawach; po twarzy jej pociągłej, ascetycznej przelatywały błyskawice zapału, na ustach błądził uśmiech...
Cicho opuściła wikaria wnękę muru i zaczęła zstępować po schodach w dół: śpieszyła na nieszpory. W drodze narzuciły jej się uporczywym refrenem słowa inskrypcji:
In profunda redibo, cum claustrum peccata expiaverit.