Dziś czuła się chora bardziej wyczerpana niż zwykle; tworzący się pod piersiami obrzęk wywołał gorączkę i ogólne osłabienie. Upadek sił był tak znaczny, że nie zdołała nawet podźwignąć się do pozycji siedzącej w fotelu i musiała poprzestać na przysłuchiwaniu się nieszporom z łóżka. Urządzenie jej celi, sąsiadującej bezpośrednio z kaplicą, umożliwiało Beacie przynajmniej częściowy udział w nabożeństwach i oficjach klasztornych. Ilekroć z powodu pogorszenia się stanu zdrowia musiała pozostać u siebie, spuszczano w dół ruchome przepierzenie w ścianie naprzeciw jej łóżka i przez powstały w ten sposób wykrój okienny udostępniano jej widok Wielkiego Ołtarza.

Tak było i dzisiaj. Z oczyma błyszczącymi gorączką, w purpurze chorobliwych rumieńców na twarzy słuchała Beata psalmów i antyfon. Przed pławiącymi się w gorączkowej omgle jej oczyma przesuwały się jak senne miraże postacie sióstr zakonnych na tle smukłych, strzelistych stall, sędziwa, pochylona laty sylweta księdza Pszenickiego, kapelana, i fragment ołtarzowej „Adoracji rybaków”, pędzla jednego z mistrzów flamandzkich. Rozpalona jak ogień, rozedrgana pulsacją tętn ręka ściskała bezwiednie dłoń Agnieszki lub rozkurczonymi boleśnie palcami nerwowo, niespokojnie szukała czegoś na całunie prześcieradła...

Niedzielne nieszpory miały się ku końcowi. Spłynął już z chóru majestatyczny psalm: „Dixit Dominus Domino meo145”, skonała po niszach oratorium owiana duchem seraficznym melodia: „Beatus vir, qui timet Dominum146” i rozbrzmiało pierwszymi akordami organów wzniosłe „Magnificat”.

Piersią Beaty wstrząsnęło nagłe łkanie. Podniosła się z posłania i cała w dreszczach ekstazy uklękła na posadzce celi.

— Uwielbiaj, duszo moja, chwałę Pana swego! — szeptały w uniesieniu jej szkarłatne od gorączki wargi.

Agnieszka pochyliła się nad nią i wzięła słaniającą się w ramiona.

— Jak można, siostro?! Jak można?! — mówiła do niej z cichym wyrzutem.

W tej chwili otwarły się drzwi i weszła siostra Benedykta. Przy jej pomocy dźwignęła wikaria chorą z posadzki i złożyła z powrotem na łóżku.

— Ksieni oczekuje was, siostro, w sali kapituły — rzekła młoda zakonnica, ocierając chusteczką pot z czoła chorej.

— Zaraz tam idę. Podaj tymczasem szklankę wina siostrze Beacie; obawiam się, by nie straciła przytomności; jest bardzo blada.