— Źle słychać, bardzo źle słychać. Znów pojawił się Klecha-Głowacz na bujowisku. Sam widziałem parokrotnie, jak wychylał spośród przewałów swój mniszy plesz183 i wiosłował płetwami ramion w stronę klasztoru. Niedobry to znak.
— Hm — chrząknął znacząco Pioch. — Niby lo kogo?
— I dla was, reboce, dla was, ludzie ze strądu i dla klasztoru. Pospólna bo wam sądzona tu dola.
— Hi, hi, hi! — zachichotała Ota. — Pan latarnik snaże bajki powiodajom. A ciejże chto widzioł Kleche-Głowacza?
— Głupio z wos białka i tele — zgromił ją Chojka. — Mądrzejszy od ciebie go widywale; nie od dzisia on i nie od wczora hakami pletw wody nasze porze. A to pewno, że, ciej dze zmora ta kanie184, żałobę i smantek wróży. —
Wzorek odwrócił oczy od ogniska i wpierając je ciężko w Paczulankę, rzekł dobitnie, choć bez cienia gniewu:
— Śmiech wasz pusty, kumo; pusty jak wiatr w szczerym polu. Zrodziły go gorycz wasza i żal; nie wierzę w śmiech wasz, kumo. —
Stara patrzyła w strażnika, nie rozumiejąc.
— Doukowata185 wasza mowa ciejbe186 tamcza187 na Wiku — odparowała.
— Straciliście, kumo wiarę w sprawy tajemne i zdaje się wam, że wszystkiemu koniec, gdy nam zadzwonią na pochówek. Tępy wzrok macie, kumo: tępy jak u kreta.