— Nie podziwno — próbowała się jeszcze bronić — starom i schorzało; ślepia me bielą zachodzą.

Lecz latarnik już jej nie słyszał. Opanowany przez myśli, które wywołała rozmowa, snuł je dalej półgłosem, nie zważając na gości, jakby dla siebie.

— Niebezpieczny jest Mnich Morski porówno dla dzieci strądu, jak i dla klasztornic — mówił cicho, sennie, wpatrzony znów w rubinowe serce ogniska. — Niebezpieczny, bo budzi żądze i zażega płomień chuci; czerwona ruja idzie w ślad za nim, porubstwo drzemie we fałdach jego habitu, zbrodnia mu kumą-towarzyszką. Ilekroć wynurzy sponad rozlewiska swój łeb ohydny, podobny do mordy ryby-głowacza z golizną pleszu na potylicy, tylekroć zakwita na strądzie urokliwe zielsko grzechu, plenią się bujnie krwią opiłe chwasty. Aż się wypełnią czasy: aż i on spocznie snem wiecznym po latach kaźni za grzech, swój wielki, ciężki grzech...

Izbę zaległa cisza. Słychać było tylko mruczenie dużego, czarnego kota, który się tu przywlókł za Otą, i pryskanie iskier w kominie.

— Teraz mnie na wieżę pora — przerwał zamyślenie gości głos latarnika. — Trza odbyć ront przedpółnocny. —

— Idzemy z woma, Wzorek — oświadczyli obaj mężczyźni.

— A no owszem, chodźcie! Jeno ogarnijcie się dobrze w eltychy, bo tam tęga dziś dma na górze.

I zostawiwszy kobiety w ciepłej izbie, poszli ku latarni. W jakie dwa pacierze stanęli pod szczytem na galerii.

Przestrzeń zalegała gęsta, mocno nasycona mgła. U stóp ich, głęboko w rozchylisku brzegów przewalało się z rykiem morze, mimo nich i ponad głowami szalał wiatr. Co parę sekund niby pulsujące arterie strądu rozrywały ciemność nerwowe skurcze migawek i świadczyły światu, że serce Rzpltej188 bije zdrowe i czuwa. Od czasu do czasu jakby dla wzmożonej kontroli wystrzelał z trzona blizy podłużny, stożkowaty snop światła, rozgarniał mroki nocy, przeglądał morze uważnie wielkim, śledczym okiem i wsiąkał z powrotem w organizm wieżowy. Wtedy odzywał się sygnał mgłowy — przeciągły, pięciosekundowy ton syreny. I znów rozbłyskiwały dreszcze migawek...

Tomasz Wzorek patrzył na morze; na ustach miał uśmiech, w oczach rozmarzenie.