— Benedico te, creaturo aquae, per Deum vivum, per Deum verum, per Deum sanctum: per Deum, qui te in principio verbo separavit ab arida: cuius Spiritus super te ferebatur207.
I znów opuścił rękę w głąb czary i wyciągnąwszy mokrą i ociekającą, prysnął wodą na cztery strony świata. Wtedy w lapidarnych słowach liturgicznej mowy przypomniał wiernym źródło raju, którego wodzie przykazał Pan czterema strugami orzeźwić całą ziemię, przypomniał źródło w pustyni cudownie wytrysłe pod laską Mojżesza z szarego skały opocza. Potem nasunęło się weselne wspomnienie Kany Galilejskiej, cud wędrówki po wodach i wizja chrztu w Jordanie.
I chuchnąwszy na wodę w kształcie krzyża, sędziwy kapłan zanurzył w cysternę trzykrotnie świecę paschału: za każdym razem głębiej, aż dosięgła dna misy i uderzyła o marmur.
A czynności tej towarzyszyła prośba: w formie coraz to dobitniej, coraz to donośniej śpiewanego recytatywu błagał sługa boży o udzielenie źródłu siły i krzepkości Ducha Świętego:
— Niechaj zstąpi w pełnię źródła tego moc i potęga świętego Ducha.
Gdy paschał wyjęto i obtarto ręcznikiem, przystąpiły do cysterny siostra Placyda i Benedykta i zaczerpnęły świeżo święconej wody w dwie duże, cynowe stągwie, by zaraz przelać ją z naczyń do chrzcielnic w kościele i oratorium. Za ich przykładem poszły wnet rybaczki, żony i córki okolicznych maszopów, które z dzbankami i flaszkami zaczęły cisnąć się jedna przed drugą do studni. Aż je siostra zakrystianka z pomocą ministrantów odsuwać musiała od wody, bo tłok się już był uczynił wielki dookoła celebrującego. Z pobłażliwym uśmiechem na ustach proboszcz z Jantarowa kończył obrzęd. Umoczonym w wodzie kropidłem pokropił siebie i gromadkę wiernych, po czym wlał do studni oleje święte.
Gdy wymawiał sakramentalne słowa: „Infusio chrismatis Domini nostri”... wśród zakonnic wszczął się jakiś popłoch. Ksiądz odwrócił się i spostrzegł, że siostry podtrzymują w ramionach śmiertelnie bladą wikarię. Wtem Agnieszka przymknęła oczy i obsunęła się bezwładnie na ziemię. Ksieni przytknęła jej do ust kubek z wodą, siostra Bernarda otarła jej twarz zwilżoną chustką. Agnes podniosła na chwilę ociężałe powieki i spotkawszy się z łagodnym spojrzeniem siwych, dobrych oczu księdza, zapytała szeptem:
— Ciemna Jutrznia skończona, księże kapelanie? Skończona?...
I zapadła w powtórne omdlenie...