Warmski uścisnął mu serdecznie dłoń.

— „Królewna Hanka” zdrowa? — zapytał, zajmując miejsce za stołem.

— Jak makrela w lecie, panie kapitanie, jak rybka w głębinie.

— To dobrze. Dziś odjeżdżamy na nocny patrolaż.

Sowa poskrobał się w tyle głowy. Warmski zrozumiał gest.

— Wiem ju, wiem — uprzedził bosmana. — Chodzi ci o załatwienie afery z „Esperanzą”, nieprawdaż?

— Właśnie, panie kapitanie.

— Możemy odłożyć rzecz do jutra. Dziś zdasz mi tylko relacje w tej sprawie.

— Kiedy w tym sęk, że oni, zwąchawszy pismo nosem, chcą dziś w nocy dać nura. Musimy działać szybko... Co mówię? Bezzwłocznie! To chytry naród. Zamówiłem naszych chłopców i kilku jeszcze wtajemniczonych zuchów na dziś, na godzinę jedenastą przed północkiem; wszystko ukartowane. Zaskoczymy ich znienacka! To szpiegi w rosyjskiej służbie, panie kapitanie. Mam dowody niezbite, namacalne: papiery, dokumenty. Zakradłem się wczoraj do kabiny kapitana i wyłowiłem plany naszego portu; porobili fotograficzne zdjęcia wierne jak odbicie w lustrze, powykradali akta arsenału, posiedli tajemnice wojskowego archiwum.

— Gdzie są te dokumenty?