— Twoja wola, druhu stary. A rewolwer masz?

Sowa niemym ruchem wskazał mu dwie wystające z pasa kolbki.

— Proszę tylko o sznurową drabinkę. Zrzucę ją wam wprost z kasztelu na przedzie.

Warmski po cichu wydał rozkazy. Ostrożnie przekradając się poprzez mgłę, podsunęła się łódź ku dziobowi „Esperanzy”.

Sowa przechylony w pół ciała ponad sztybork230 wodził w powietrzu wyciągniętym ramieniem.

— Stop! — rzekł nagle cicho, lecz dobitnie. — Znalazłem. Uchwyćcie się łańcucha! Tu, tu poniżej!

Parę rąk porzuciło wiosła i przywarło do żelaznych ogniw. Łódź jakby uwięziona na linie pluskała lekko na miejscu.

— Teraz puszczają w ruch braszpil — przerwał naprężone milczenie bosman. — Baczność! Teraz odrywają kotew od dna... Puśćcie łańcuch! Zastawcie mnie samego! —

Posłuszne ręce cofnęły się w głąb łodzi. W ostatniej chwili Sowa wyrwał jednemu z majtków wiosło i ujął je krzepko w prawą rękę.

— To będzie mój zderzak — rzekł na pożegnanie.