Łańcuch szarpnięty silnie przez nawój maszyny oderwał od gruntu kotwicę i wraz z uwieszonym na nim Sową śmignął ku dziobowi statku. Bosman, oplótłszy go jak linę nogami i trzymając się lewą jego przegubów, odbił się od kadłuba „Esperanzy” przy pomocy wiosła, które ściskał w ręce prawej. Impet, z jakim łańcuch kotwiczny uderzył o przód statku, był tak wielki, że strzaskał mu wiosło na drzazgi; lecz właśnie dzięki temu Sowa ocalał. Uniknąwszy szczęśliwie bezpośredniego zderzenia ze ścianą okrętu, bosman, zręczny jak małpa, zaczął wspinać się po łańcuchu ku sztabie. Zanim wciągnięto go w całości do komory, Sowa zniknął za burtą. W tymże momencie załoga motorówki usłyszała z dołu parę wściekłych, istienno231 ruskich zaklęć, tupot nóg, szczęk żelaziwa, wreszcie dwa, jeden po drugim oddane strzały. Niemal równocześnie stoczyła się wzdłuż bakortu „Esperanzy” bliżej dzioba upragniona drabinka.
— Za mną, chłopcy! — krzyknął Warmski, wspinając się z rewolwerem w ręce po ruchomych szczeblach.
Gdy przesadzili burtę, walka na pokładzie była w pełnym toku. Jeden moment opóźnienia — a byłoby po bosmanie. Osaczony przez trzech rosłych jak dęby marynarzy Sowa bronił się resztkami sił i zręczności. A już z głębi statku, ze śródokręcia i spod pokładu zaczęli wysypywać się inni. Lecz pojawienie się kapitana i towarzyszy na lewym flanku placu boju od razu zmieniło sytuację.
— Ruki wierch232! — zawołał Warmski, mierząc zimno w pierś najbliższego wroga.
Groźba poskutkowała. Rosjanie, widząc przewagę przeciwników, zaniechali oporu.
— W imieniu Rzpltej Polskiej aresztuję panów — oświadczył im tonem urzędowym kapitan brygolety.
— Jakim prawem? — próbował protestować jeden z uwiezionych, prawdopodobnie dowódca. — Papiery nasze przedłożyliśmy władzom portowym.
— Przyczyn dowie się pan jutro w urzędzie śledczym; na razie musi to panu wystarczyć, że jestem inspektorem polskiej policji morskiej. Zresztą, przypuszczam, ten mundur jest panom dobrze znany i nie potrzebuje specjalnych legitymacji — odpowiedział grzecznie, lecz chłodno Warmski. — Bosmanie Sowa! W imieniu Rzpltej dziękuję Wam. Z przebiegu całej sprawy zdam niebawem przed władzą dokładny raport. Pan będziesz jego bohaterem.
— Wedle rozkazu, panie inspektorze!
— Panowie — zwrócił się z kolei kapitan do uwięzionych — zechcecie udać się za mną do oczekującej już nas łodzi. Z prawdziwą przykrością jednak jestem zmuszony ze względu na bezpieczeństwo własne i moich ludzi nałożyć panom prowizoryczne kajdanki.