Nie wiada29... Może, że miał duszę wierzącą...
A był ci Ostap człek mały, przysiadły i wątły; siły u niego w członkach nie było nijakiej, jeno w oczach żglił się trawiący, niby cień czerwieńce biesowe na uroczyskach podleśnych. Żarzyło się tam coś, mżyło zielonym ognikiem obłędnie, paląco, urocznie.
Sprawiedliwie też powiadali ludziska, że człek ten ni Bogu świeczki nie zażegł, ni diabłu ogarka.
Bo i prawda. Bogać się nie bał ni krzynę, bies za kmotra go nie chciał.
A wszystkoć u niego śmiech, a wszystkoć duby30 i mierzwa.
Czarci zatraceniec!...
Hej, hej! Nie potrzać31 było, Błażeju stary, młodziawej żonki brać, nie potrzać!...
Nie lza! Chciałeś. — Pojoneś32 Halszkę, pojoneś krasawicę na dolę i niedolę, być33 porubstwem stadło skaziła.
Hardoś34 się nosił, z junoszów35 przekpiwał: córkęć36 powiła. Miłowałżeś ją, miłował i zweselonym okiem po niej wodził, gdy ci dziecię karmiła. Jenoś zabaczył37, że wodził ponoś38 i drugi. I nie dziwota! Cudna bo była niewiastka! A małe ssało pierś krągłą, odętą karmią39 krwi maci. I szło młodziwo słodkie jak pierzga40 pszczelna, gruźliłoś jędrne, posytne...
Pozierał41 Ostap i łuną kraśniał, ilekroć spotkał się z źrenicą macochy.