— Szczegóły? — zapytał zakłopotany. — Nie rozumiem. Niech pan mówi do mnie po prostu.
— Innymi słowy: czy pamiętasz, co robiłeś mniej więcej dwa lata temu tuż przed owym „wyjazdem” w „obce” strony?
Zmarszczył czoło i ściągnął ostre, silnie zarysowane łuki brwi. Znać było intensywną pracę przypominania.
— Czy nie nosiłeś się wtedy z jakim zamiarem? Może ci kto wszedł w drogę, ktoś mocno niewygodny? Może miałeś wtedy z kim przedawnione rozrachunki?
W oczach Jastronia zaświtało ponurym brzaskiem.
— Derkacz — rzekł chrapliwie. — Derkacz...
— Kto to taki?
— Towarzysz po zawodzie.
— Aha — domyśliłem się — wspólnik wypraw nocnych na Druczy, co?
— Niby tak.