— Wiedział o tobie za dużo i za często przychodziło ci się dzielić z nim „zarobkiem”?
— Coś w ten deseń — uśmiechnął się zjadliwie.
— Pewnego wieczora... — poddałem mu, ułatwiając wyznania.
— Pewnego wieczora — podchwycił Jastroń, opanowawszy już całkiem wspomnienia — umówiłem się z nim o schadzkę.
— Hm... — chrząknąłem — mieliście się zejść na moście Św. Floriana.
— Właśnie. Koło dziewiątej wieczorem. I wtedy powziąłem zamiar...
— Rozumiem. Postanowiłeś usunąć go z drogi.
— He, he, he! Pan bardzo domyślny!
— Mniejsza o to. Tymczasem zasnąłeś.
— Zasnąłem?... — wytrzeszczył na mnie oczy.