— W każdym razie nie zabiłeś Derkacza.
— Nie. Gdzieś mi sczezł bez śladu.
— Miał dobry węch. Musiał coś przeczuwać.
— Może... Ale dlaczego właściwie pan mi to wszystko przypomina?
Pytanie było szczere i naiwne. Widocznie nie ujmował związku pomiędzy obiema sprawami. Lecz nie mając zamiaru wtajemniczać go w psychologiczny kompleks, jaki istniał w jego własnej duszy, odpowiedziałem obojętnie:
— Prosta ciekawość i nic więcej. Chciałem tylko stwierdzić prawdziwość swoich domysłów. Zresztą nie przystąpiliśmy dotychczas do właściwej rzeczy, która mnie tu sprowadza.
— Czego pan jeszcze chce ode mnie? — zagadnął znów niechętnie.
— Zaraz się dowiesz. Tymczasem zapalmy sobie papierosa.
— A i owszem.
I wyciągnął rękę ku mej papierośnicy.