— Mylisz się, piękna dziewczyno — zaprzeczył żywo. — Uroda twoja zarzuciła mi na szyję niewidzialne lasso i niewoli ku sobie. Myślałem o tobie nieraz w ciągu tych dni trzydziestu.
Cofnęła się przerażona żywością jego słów.
— Nie wolno mi marzyć o szczęściu — odpowiedziała smutno. — Jestem kapłanką i muszę pozostać dziewicą.
Zatrzymał ją, chwyciwszy za rękę.
— Rumi! — mówił miękko, gładząc dłonią jej warkocze. — Rumi! Miłość łamie wszystkie przeszkody i nie da się odstraszyć nikomu. Czemu dziś nie wykwita szkarłatna róża w gaju włosów twoich?
— Róża jest kwiatem krwi i namiętności. Nie przystoi kapłance.
— A jednak owej nocy ustroiłaś nią głowę.
— Zapomniałam na chwilę o tym, kim jestem. I źle zrobiłam, Czandauro.
Chciał ją objąć, lecz odskoczyła w porę i zwinna jak gazela wspięła się na ołtarz, ukryty za kotarą. Nadstawiła uszu i położyła palec na ustach.
— Ktoś tu nadchodzi — szepnęła, blednąc. — Pewnie wracają po ciebie, królu. Zapuść zasłonę i stań przed ogniskiem.